W połowie czerwca na stawach w Popielewie Grzegorz Grygoruk znalazł osłabionego bielika. Okazało się, że ptak najprawdopodobniej zatruł się, bardzo osłabł i jednym szponem był już na tamtym świecie. Nasz największy polski latający drapieżnik był tak wyczerpany, że nie protestował zbytnio i dał sobie pomóc.
Został przewieziony do weterynarza a zarazem sokolnika - Dariusza Poznańskiego, który postawił naszego bielika na nogi, a właściwie skrzydła. Po dwóch tygodniach ptak był na tyle silny, że został wypuszczony na wolność. Jednak przed tym Paweł Mirski wyposażył bielika w loger GPS GSM, który będzie śledził niemal "na żywo" poczynania naszego podopiecznego. Nadajnik dostarczy wielu cennych informacji m.in. o wielkości terytorium w sezonie lęgowym oraz zimą, obszarach żerowiskowych, itp.