W 2012 roku w pobliżu Puszczy Boreckiej (warmińsko-mazurskie) zlokalizowano nietypowo usytuowane (jak na nasze krajowe warunki) gniazdo rybołowa. Ptaki zbudowały je w krajobrazie rolniczym na suchej olszy. Wcześniej był tu zagajnik olszowy, ale wskutek podtopienia terenu przez bobry większość drzew uschła i obecnie stoją one, lub już tylko kikuty ich pni, suche. W otoczeniu zachowało się także kilkadziesiąt żywych drzew. Cały teren jest podtopiony i porośnięty wysokim szuwarem turzycowym. Blisko mokradła znajdują się stawy , gdzie ptaki najczęściej polują.
Nieznany jest wynik lęgu ptaków z 2012 roku, natomiast w 2013 w ptaki odchowały troje piskląt. Gniazdo znane było kilku obserwatorom, którzy zaglądali tu od czasu do czasu. Obserwacje można było prowadzić bezpiecznie z dużej odległości z drogi powiatowej o bardzo małym natężeniu ruchu. W początkach lipca 2014 roku w gnieździe było również troje dużych już piskląt, ale 13 dnia miesiąca okazało się, że gniazdo spadło. Informację tą otrzymałem od znajomego ptasiarza Reinera w niedzielę po południu. Natychmiast przypomniałem sobie rozmowy z kolegami z Komitetu o podobnych zdarzeniach i ich relacje z prowadzonych wówczas akcji ratunkowych. Pomyślałem, że nie ma czasu do stracenia i trzeba zadziałać podobnie, o ile się da. Poprosiłem Reinera, żeby pozostał na miejscu, a sam zapakowałem do samochodu kilka desek, piłę motorową, młotek, gwoździe, drut. Wrzuciłem też wodery i udałem się na miejsce. Na olszy pozostały szczątki gniazda. W pobliżu krążyły oba ptaki dorosłe – jeden z rybą. Założyłem wodery i wszedłem w szuwar. Po dotarciu pod drzewo zastałem na szczątkach gniazda 1 młodego ptaka. Zaniosłem go na brzeg pod opiekę Reinera i wróciłem, by szukać pozostałych piskląt. Około pół metra wody, liczne zatopione gałęzie, kłody i rowy wykopane przez bobry, a przede wszystkim wysokie po szyję szuwary nie ułatwiały zadania. Wróciłem na brzeg. Teraz poszukiwania kontynuował Reiner, a ja udałem się do najbliższego gospodarstwa po pomoc. Niestety, gospodarz był bardzo zajęty, ale pożyczył mi drabinę i skrzynkę do przetrzymania ptaka. Wykonałem kilka telefonów, ale jak na złość nie mogłem dodzwonić się do nikogo i dopiero Szymon Czernek, który liczył w pobliżu bociany, natychmiast odpowiedział pozytywnie i przybył na pomoc. Postanowiliśmy sklecić prowizoryczną platformę i zbudować sztuczne gniazdo. Siłą rzeczy nie mogliśmy go umieścić na odpowiedniej dla ptaków wysokości, ale z wcześniejszych doświadczeń członków KOO wynikało, że ptaki mogą zaakceptować platformę umieszczoną niżej. Po wybudowaniu platformy zanieśliśmy ją na miejsce. Niestety, Reinerowi nie udało się odnaleźć pozostałych piskląt, chociaż istniała nadzieja, że mogą przebywać na którejś z kęp.
Ściąłem na wysokości około 3 metrów dwie, z trzech wyrosłych razem, suchych już teraz, olsz i na nich Szymon umieścił platformę. Wcześniej przybiliśmy do niej prowizoryczny wieniec, na który nałożyliśmy materiał imitujący gniazdo ptaków. Środek wymościliśmy kępami darni. Powoli zmierzchało, więc szybko na platformie znalazło się pisklę. Oddaliliśmy się, mając nadzieję, że jeszcze tego dnia dorosłe ptaki (jeden z nich przez cały czas krążył lub przebywał w pobliżu z rybą w szponach) nakarmią pisklę.
Nazajutrz w godzinach przedpołudniowych wróciłem na miejsce zdarzenia licząc na to, że po pierwsze - ptaki zaakceptują nową sytuację, a po drugie - uda się odnaleźć któreś z pozostałych piskląt i umieścić je na platformie. Pisklęta rybołowa są głośne przy gnieździe w okresie karmienia, więc istniała szansa, że któreś z nich odezwie się gdzieś z szuwarów, albo dorosły ptak sfrunie tam z pokarmem. Niestety (w tym przypadku), elementem behawioru jest też takie zachowanie, że w sytuacji zagrożenia dorosłe wydaja ostrzegawczy głos, na który młode reagują przywarciem do podłoża i bezruchem. Tak też było w tym przypadku. Pomimo, że starając się niepostrzeżenie dostać na miejsce poruszałem się pod osłoną drzew i krzewów, to zanim zdążyłem zajrzeć do sztucznego gniazda jeden z ptaków dorosłych dostrzegł mnie i wydał głos ostrzegawczy. Stałem więc w krzakach łozy przez dwie godziny patrząc na platformę, w której widziałem zastygłego w bezruchu, niemal tak, jak zostawiliśmy go poprzedniego dnia i przywartego do dna sztucznego gniazda rybołowa. Niestety, nie wziąłem statywu do lunety, więc nie byłem w stanie dostrzec, czy chociaż oddycha. Przez całe dwie godziny nie dał znaku życia. Nie odezwało się też żadne z pozostałych ewentualnie przy życiu piskląt. Oddaliłem się i postanowiłem wrócić dopiero po dwóch dniach. Tym razem udało się dotrzeć w kępę łóz niepostrzeżenie. Na gnieździe, oprócz pozostającego w podobnej pozie pisklęcia, zastałem sporo puchu. W pierwszej chwili pomyślałem, że pewnie pisklę jest martwe i coś zaczęło go skubać , ale po około dziesięciu minutach poruszyło głową. Potem jeszcze dwukrotnie widziałem, jak unosi nieznacznie skrzydło. W pobliżu siedział jeden dorosły osobnik. Przez dwie godziny obserwacji właściwie nic się nie działo. Oddaliłem się. Następna moja wizyta w tym miejscu miała miejsce dopiero 23 lipca. Na platformie zastałem siedzące pisklę w dobrej, jak się wydawało kondycji. Najciekawsze jednak było to, że w międzyczasie dorosłe zbudowały na innej suchej olszy nowe gniazdo. Niestety, drzewo nie wygląda na solidne i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zdarzy się analogiczna sytuacja, jak w poprzednim przypadku, czyli gniazdo spadnie. Kolejne odwiedziny stanowiska 31 lipca to obserwacja 1 dorosłego ptaka, który początkowo siedział na nowym gnieździe, a później krążył przez chwilę nad mokradłem. Młodego na platformie, ani też drugiego z rodziców, nie obserwowałem, zatem nie wiedziałem tak do końca, czy udało się uratować rybołowa. Dopiero obserwacja przez Reinera młodego ptaka z pokarmem na platformie z 6 sierpnia pozwoliła cieszyć się z powodzenia całej akcji.
Wydaje się jednak, że trzeba podjąć dalsze działania, by uniknąć straty lęgu w przyszłych latach. Najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba ścięcie drzewa z gniazdem! w okresie jesiennym lub zimowym i wybudowanie w pobliżu sztucznego gniazda na solidniejszej podstawie. Wykorzystać można do tego którąś z żywych olsz. Należałoby ją częściowo ogłowić i usunąć kilka rosnących w pobliżu drzew.
Chciałbym w tym miejscu złożyć podziękowania osobom zaangażowanym w akcję ratunkową, czyli Szymonowi Czernkowi i Reinerowi Sievers.
Andrzej Sulej