Sezon lęgowy orlika krzykliwego w 2015 roku zasługuje w pełni na miano fatalnego. Właściwie wszystko zaczęło się w pierwszej połowie marca, kiedy śledząc przebywające w południowej Afryce orliki krzykliwe wyposażone w nadajniki zauważono, że ich zachowanie wybitnie odbiega od normy.
Zazwyczaj już w pierwszej dekadzie marca orliki krzykliwe zaczynają wyraźnie przemieszczać się w kierunku północnym. W bieżącym roku pojedyncze ptaki rozpoczęły migrację pod koniec drugiej dekady marca, a niektóre dopiero pod koniec miesiąca. Już wówczas było wiadomo, że do Europy dotrą z dwu, a nawet trzytygodniowym opóźnieniem. W północno-wschodniej część województwa warmińsko-mazurskiego, gdzie położona jest powierzchnia badawcza "Warmia" (lokalizacja na zamieszczonej poniżej mapie) pierwsze orliki krzykliwe pojawiły się dopiero w drugiej dekadzie kwietnia, a jeszcze na początku maja wiele rewirów wciąż wyglądało na niezasiedlone. Spośród 49 stanowisk lęgowych występujących w obrębie powierzchni "Warmia" w 5 nie stwierdzono obecności orlików krzykliwych - czyżby w ogóle nie doleciały do Polski?
W kolejnych 9 rewirach ptaki nie odnowiły gniazd, większość czasu spędzając na żerowiskach, gdzie polowały lub tokowały w parach. Końcowy efekt lęgu ustalono dla 35 par. Okazało się, że zaledwie w 11 gniazdach zostały odchowane młode (31%). Tak niski sukces lęgowy odnotowany był tylko raz na przestrzeni 23 lat monitoringu realizowanego na powierzchni "Warmia". Prawdopodobnie wiele samic powracających zbyt późno z zimowisk w ogóle nie złożyło jaj. Do bardzo słabego sukcesu lęgowego zapewne przyczyniła się również katastrofalna susza. Odnotowana w 2015 roku wysoka śmiertelność piskląt mogła być spowodowana niedostatkiem pokarmu. Aż w ośmiu rewirach znaleziono szczątki prawie całkowicie już opierzonych młodych orlików.