Nie rozdziobią nas kruki i wrony……, a jest to zasługą Szczycieńskiego Towarzystwa Przyrodniczego. Kilka lat temu podjęło ono inicjatywę pn. „Program restytucji zająca i kuropatwy w powiecie szczycieńskim”. Aktywnie wspierane przez „autorytety naukowe” w postaci profesora Romana Dziedzica z Zakładu Ekologii Zwierząt i Łowiectwa Uniwersytetu Lubelskiego podjęło się zbadania przyczyn spadku liczebności kuropatwy i zająca.
Jak czytamy na łamach Tygodnika Szczycieńskiego „Gdy wszystko pójdzie zgodnie z założeniami i populacja szaraka oraz kuropatw znacząco wzrośnie w naszym powiecie, projekt (…) ma szansę stać się krajowym przedsięwzięciem pilotażowym (…), uzyska status wzorcowego i będzie wdrażany na terenie całego kraju". No i udało się! W dniu 29 lipca 2011 r. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Olsztynie na wniosek Szczycieńskiego Towarzystwa Przyrodniczego zezwolił na zabicie przez odstrzał do 250 osobników kruka, do 190 osobników wrony siwej oraz do 600 osobników sroki na terenie powiatu szczycieńskiego.
Jak to się dzieje, że pseudobadania wykonane rękami łowczych i lokalnych myśliwych, autoryzowane przez naukowców mających w swoim dorobku wyłącznie eksperymenty o pośledniej wartości poznawczej są wystarczającą podstawą do wydania zgody na strzelanie do gatunków objętych ochroną częściową. I to strzelanie na taką skalę. Na terenie Warmii i Mazur kruk nie należy wcale do gatunków rozpowszechnionych. Pomijając kwestię lokalnych skupisk, wykorzystujących antropogenie źródła pożywienia (wysypiska śmieci, fermy drobiowe), w przeciętnym krajobrazie tego regionu gniazduje 5-10 par na 100km2. Zgoda na zastrzelenie 250 kruków w powiecie szczycieńskim oznacza całkowite wytępienie gatunku w skali lokalnej. Siła tej bzdurnej inicjatywy kryje się w ludziach. Szczycieńskie Towarzystwo Przyrodnicze to w rzeczywistości organizacja łowiecko-leśna, mająca w swoim dorobku głównie przygotowywanie obchodów "Hubertusa" i "przyrodniczych" ekspozycji zdominowanych przez trofea łowieckie. Wokół Zarządu towarzystwa obracają się takie nazwiska, jak Lucjan Wołos (obecnie Sekretarz Szczytna, dawniej dyrektor w Urzędzie Wojewódzkim), Adam Krzyśków (poseł RP, dawniej prezes WFOŚiGW) i wreszcie Stanisław Dąbrowski (dawniej WKP, pracownik RDLP, członek rady WFOŚ) – aktualny Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska, czyli osoba która decyzję podpisała.
Takie decyzje utwierdzają tylko brać łowiecką, że drapieżniki trzeba redukować, realizując w ten sposób ochronę przyrody. W efekcie śruciny trafiają wszystkie gatunki, wedle upodobania osoby dzierżącej w ręku broń. Pozostaje pogratulować panu dyrektorowi Dąbrowskiemu efektywnej ochrony zasobów przyrodniczych Warmii i Mazur, ochrony gruntującej łowiecką samowolę i bezprawie. Swoją drogą nie mogę jakoś trafić na informację o wydaniu zezwolenia w obwieszczeniach RDOŚ – czyżby decyzja zapadła jakoś nieoficjalnie.